Strony

wtorek, 13 stycznia 2015

Morskie opowieści

Pierwszy weekend tego roku udało nam się spędzić nad morzem,w Kołobrzegu (dzięki Mira&Tomek!!!).
Nigdy wcześniej nie byliśmy nad Bałtykiem w zimie, przygoda!
Zima w sumie nam nie przeszkadzała, bo i spacer był i zamek z piasku i nawet dorsz z frytkami... ale trafiliśmy na sztorm i tak mocno wiało, że na molo udało się nam wejść z dzieciakami dopiero za  trzecim podejściem.
Sztorm miał jednak i swoje plusy... pięknie się zasypiało przy tym szumie.

Planujemy wrócić nad morze wakacyjną porą...i tu pytanie do Was...
Znacie spokojne miejsce bez miliona turystów ?! Idealna byłaby mała wioseczka z jednym sklepem i drogą na plażę prowadzącą przez las :)
Ktoś? Coś?














niedziela, 28 grudnia 2014

2 urodziny Julcika

2 lata stuknęły naszej Julii!
"Starym" zwyczajem rano zaraz po przebudzeniu była marchewkowa babeczka ze świeczkami, sto lat, balony nad łóżkiem i prezenty!
Cudownie jest widzieć minę swojego dziecka jak rozdziera papier i uśmiecha się widząc naklejki w kotki i słonika :) niby drobiazg a cieszy bardzo.
Popołudniu zawitali goście.
Był pyszny tort, który zrobiła Babcia, masa pięknych prezentów i dobra zabawa...tak dobra, że Jula po dmuchaniu świeczek odpadła na moich rękach....przeniosłam ja do sypialni i młoda spała chyba ze dwie godziny :)

Bo Julka wszystko robi po swojemu.
Wszystko sama.
Wszystko tak jak to ONA chce.
Przyznam, że bywa to męczące... ale dzięki temu mam samodzielną córkę.
Sama się ubiera, sama je, sama się myje, sama wchodzi do fotelika samochodowego ...WSZYSTKO sama! :)

Jest do tego uparta... nie ma z nią łatwo :)
Czasem wielka z niej męczybułka...jest głośna i całą sobą przeżywa niepowodzenia, czy po prostu zły dzień.

Najlepszym łącznikiem między mną a Julką jest Olek...ja swoje, Jula swoje, sytuacja napięta i nagle zjawia się on... i wszystko staje się proste.

Do tego Julka to niesamowita gaduła, mówi bardzo dużo, dyskutuje, śpiewa piosenki :)
Żłobek to już nie problem, bierze lalkę pod pachę i idzie do dzieci.

Uwielbia swoją tiulową sukienkę, nie potrafi w niej chodzić...jak ma ją na sobie tylko biega :)

Nienawidzi jak dotykam jej włosów...ma całe pudełeczko spinek i opasek, które tylko się kurzą...z ciekawostek- kitkę może jej zrobić tylko jedna Pani ze żłobka, albo wujek Wojtek...nikt inny.
No jest wyjątkowa ta nasza córka...

Julciku! Sto lat kochanie! Dużo zdrówka i niech uśmiech nie znika z Twojej buźki!
















Ps.Olga! Dzięki za sukienkę! Jest piękna!




środa, 22 października 2014

Zainspirowani Montessori- odcinek 13 "Linia życia"

Witajcie.
Dziś chciałam Wam pokazać coś niezwykłego, coś co mnie zachwyciło.
Linię życia.

Chodzi o to aby pokazać dziecku  pojęcie czasu- przeszłości, teraźniejszości i przyszłości...co nie jest takie proste dla przedszkolaka. Olkowi często myli się "jutro" i "wczoraj" :)
Taka linia pomaga dziecku dostrzec zmiany, porównać je i nazwać :)

My skupiliśmy się na linii życia Olka i mojej, ale można tworzyć różne linie, np. linię czasu dnia- od poranka aż do wieczora czy linię życia np. motyla.
Jak taką linię przygotować? Nic prostszego... potrzebujecie tylko Waszych zdjęć i taśmy klejącej :)
Zdjęcia muszą być wywołane podwójnie, bo jedno będzie elementem linii a drugie trzeba będzie  do niej dopasować :)
Ja swoje zdjęcia zalaminowałam- będą nam dzięki temu służyć bardzo długo.

Tworzenie linii życia to była dla nas okazja do fajnych rozmów, opowiadałam Olkowi o tym jak to było jak się urodził, jak uczył się chodzić i jak pierwszy raz wsiadł z nami na rower...
Miło było powspominać, bo to już prawie cztery lata odkąd Olo jest z nami:)

Twórzcie i bawcie się dobrze! :)











piątek, 19 września 2014

Choróbsko nas dopadło...

Prędzej, czy później to musiało się stać.
Dopadło nas choróbsko. Na to szczęście nic poważnego, ale i tak przedszkole i żłobek muszą poczekać do poniedziałku.

I znów jesteśmy w domu we trójkę, znów jemy spokojnie śniadanie i nigdzie nam się nie spieszy :)
Zaczynamy dzień od pysznej jaglanki z bananem i malinami, później czas na inhalacje- koniecznie przy bajce (dziś była Masza i niedźwiedź). 
Jest też czas na nasze ulubione książki, w czwartek przyniosłam nową dostawę z biblioteki więc jest w czym wybierać :) 
Ja jestem zachwycona "Wesołym ryjkiem" Wojciecha Widłaka- to niesamowicie ciepła i mądra książka o przygodach śmiesznego prosiaczka, polecam!
Olo ostatnio ma fazę na dinozaury i oglądał dziś "Jak pokonać dinozaury"...treść bardzo słaba ale dobre ilustracje, więc improwizuję i wymyślam do nich różne historie.
Jula wybrała kryminał i czytała "Gdzie jest moja czapeczka"...klasyk!

A popołudniu zasiedliśmy na naszym tarasie i zjedliśmy pyszne amarantusowe ciasteczka i piliśmy lemoniadę miodowo- cytrynową :)
Nie mamy gorączki, więc korzystamy z pięknej pogody ile się da!
Oby choróbsko opuściło nas do poniedziałku, bo żłobek i przedszkole czekają! :)

Miłego weekendu kochani!
Zdrówka!!!




Bo inhalować się trzeba "z klasą"... tiulowa sukienka musi być :)













środa, 3 września 2014

Trudny wrzesień...

Ten tydzień to dla nas ciężki czas...
Zaczął się rok żłobkowo-przedszkolny, wróciłam do pracy i na dodatek jestem z tym wszystkim sama...

Nie byłam gotowa na takie emocje...
Jak tylko myślałam, że zostawię ich samych, łzy same cisnęły mi się do oczu.  Nie potrafię tego wytłumaczyć...ale chyba bałam się tego co one pomyślą...co pomyślą jak nagle powiem "cześć", dam buziaka i sobie pójdę... 
Każdy mi powtarzał, że pożegnanie ma być szybkie i bez zbędnego gadania.
I tak robię...ale serce mi pęka i na siłę powstrzymuję łzy.

Dziś mieliśmy kryzys, wynosiłam Olka z domu na siłę... Jula to wszystko widziała...też się popłakała...
Oboje do sali weszli z płaczem...a ja płakałam czekając na tramwaj...

Tak! Chcę żeby byli wśród dzieci, żeby kreatywnie spędzali czas i poznawali świat...i wierzę, że placówki, które wybraliśmy to wszystko im zapewnią. 
Ale cały czas zastanawiam się czy to jak się rozstajemy, nie wpłynie na nich...na nasze relacje... bo najbardziej na świecie nie chciałbym stracić ich zaufania.
Tak! Wiem, że nie jestem pierwszą mamą a Olek i Jula pierwszymi dziećmi które przez to przechodzą...ALE... to moje dzieci i w tu i teraz to one są najważniejsze...

Kiedy przychodzę po Olka jest spokojny, uśmiechnięty...dziś siedział z innymi dziećmi przy stoliku i rysował.
Wieczorem czytaliśmy książkę o przedszkolu, dużo rozmawialiśmy, Olo opowiadał mi jak to jest u niego...
"że ustawiają się w pociąg...i że idą do łazienki umyć ręce i zrobić siku... a potem wracają do sali i że na obiad była po prostu zupa i ziemniaczki i cebula..."  to chyba dobrze prawda?
Jula też świetnie sobie radzi, kiedy Ola ja odbiera jest uśmiechnięta.

Tylko te poranki...
Trzymajcie kciuki za nasze kolejne dni...
Jak to jest, było u Was?
Podzielicie się Waszym doświadczeniem?


I jeszcze na koniec...mam dla Was ciekawy wywiad z Jarkiem Żylińskim, psychologiem... 











Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...